W konflikcie obowiązuje zasada: „milczenie złotem, a mowa przekleństwem”.

 

Któż z nas nie zachwycał się choć raz widokiem kwitnącego ogrodu? Może nie wszyscy kochają sadzić, pielić, plewić, podlewać i podcinać krzaki, drzewa, kwiaty, ale z pewnością pięknie prowadzony ogród jest w stanie zachwycić.

Pewien mądry człowiek, z którym spotkałam się tak dawno temu, że już nie wiem, czy się z nim spotkałam, czy tylko mi się to przyśniło, powiedział: „Z miłością jest jak z ogrodem. Trzeba go stale pielęgnować”. Prawda. Tylko, co to oznacza w praktyce?

A w praktyce mamy lata chude i lata tłuste. Te tłuste są wtedy, gdy potrafimy ze sobą rozmawiać. Czerpiemy wtedy satysfakcję i radość z przebywania ze sobą. Tematy rozmów niemal się nie wyczerpują, a po całym dniu w tym psychicznym i emocjonalnym komforcie mamy niezaprzeczalną ochotę na gorący i pełny namiętności seks. Potem wtulamy się w siebie i zasypiamy w błogim spokoju, że koło nas leży ta właśnie osoba, z którą chcemy spędzić resztę dni swojego życia. Wszyscy zgodzimy się, że w takim okresie rozmowa o swoich potrzebach, uczuciach, nawet o tym, co denerwuje nie wydaje się trudną sprawą. Wystarczy wtedy odrobina wyrozumiałości, żeby nie powiedzieć empatii, życzliwości i wzajemnego szacunku, a wszystko pójdzie pomyślnie, według zamierzonego scenariusza.

Schody zaczynają się, kiedy już na wstępie rozmowy nie dzieje się najlepiej. I to są właśnie te chude lata, kiedy zostaje nadwyrężony i tak osłabiony już skądinąd system cierpliwości i dobrych intencji. W czasie trwania chudych lat myśli się o sobie, nigdy o drugiej stronie, ani konsekwencjach swojego zachowania, tudzież słowa. Porównuję zawsze takie zachowanie do instynktu samozachowawczego – kiedy grozi niebezpieczeństwo automatycznie ratuję siebie. Taki archetyp wykształcony w drodze ewolucji. Przykładem niedogadywań mogą być zamieszczone poniżej dwie sceny. Kiedy mąż pyta: „co dodałaś do tej zupy?”, żona odpowiada: „nie smakuje ci, to nie musisz jeść”, albo gdy żona mówi: „o, przyszedłeś dziś wcześniej z pracy”, mąż odpowie: „jak ci nie pasuje, to mogę zaraz stąd wyjść”. Reagujemy tak, jakbyśmy byli atakowani, bronimy siebie z automatu, nie myśląc o tej osobie, z którą było nam przecież tak wspaniale, kiedy przeżywaliśmy tłuste lata. Oczywiście, istnieją (dzięki Bogu, że istnieją) osoby, które w sytuacjach spornych pomyślą najpierw o partnerze / partnerce rozmowy. Zastanawiają się wówczas, co takiego przeżywa mąż, żona, że reaguje nieadekwatną złością, dopytują, starając się zrozumieć sytuację, w jakiej się znaleźli, nie wchodząc w te gierki, starają się raczej obejrzeć sytuację obiektywnie. (Optymistyczne jest to, że taka postawa jest osiągalna i ja i Ty możemy ją wypracować).

Jak wspomniałam, bieżące konflikty nadwyrężają i tak już osłabioną odporność psychiczną. Dlaczego nasz system psychicznej odporności, cierpliwości i dobrych intencji jest już obciążony? Skąd biorą się i dlaczego w ogóle powstają chude lata? Odpowiedź na drugie pytanie poniekąd zawiera się w pierwszym. Dlaczego powstają trudne, kryzysowe momenty w naszych związkach z innymi ludźmi? Dlatego właśnie, że nasz system obron psychicznych jest nadwyrężony. Oboje wchodzimy do związku z pewną listą życzeń. Nieuświadomioną oczywiście. Ta lista bierze się z niezaspokojonych w dzieciństwie potrzeb, które były dla nas ważne. Skoro nie otrzymaliśmy tego w domu, szukamy dalej, szukamy gdzie indziej, chcemy wyszarpać coś dla siebie ze związku. Od razu nadmienię, iż gro osób, które nie otrzymały tego ważnego „czegoś” od swoich rodziców, pochodzą z tak zwanego „dobrego” czy „normalnego” domu. Ktoś znów powiedział mądre słowa: „rodzice dają dziecku sto procent tego, co mogą dać, ale to nigdy nie jest sto procent tego, czego dziecko potrzebuje”. Stąd frustracja, poczucie, że ktoś przecież musi mi to dać. Jak nie od taty, to wezmę od męża. Wyszarpię od żony, skoro mama mi nie dała. Kiedy jako dziecko nie byliśmy chwaleni, kiedy rodzice nie okazywali, że są z nas dumni, będziemy tego oczekiwali od bliskich w dorosłym życiu. Częściej odbieramy wysyłane w naszą stronę komunikaty jako pochwałę lub krytykę, co niekoniecznie było intencją mówiącego. Jesteśmy na tę kwestię wprost bardziej wyczuleni. Albo kiedy rodzice zbyt rzadko lub zbyt mało wyraźnie pokazywali nam, że nas kochają, będziemy oczekiwali od  żony, męża, bliskiej osoby bezustannego potwierdzania jego wielkiego uczucia wobec nas. Wtedy brak takiego komunikatu postrzegamy, nieraz panicznie, jako początek końca. Biorąc pod uwagę, że obie strony – i partner i partnerka, wchodzą w związek z jakimiś własnymi niezaspokojonymi potrzebami, tworzy się zawrotny koncert życzeń, w którym każdy chce grać pierwsze skrzypce.

Nasuwa się myśl, że to czego będziemy oczekiwać od partnera, partnerki w związku, zostało w jakimś sensie narzucone przez to, co dali, albo być może czego nie dali nam rodzice w dzieciństwie.  Czy jesteśmy więc zdeterminowani swoimi wczesno- i późnodziecięcymi doświadczeniami? Niekoniecznie. Jako osoby wolne i już dorosłe samodzielnie podejmujemy decyzję, które z tych kwiatków, zasadzonych w naszym ogródku jeszcze przez naszych rodziców zostawiamy, które wyrywamy, a które i w jakim miejscu chcemy dosadzić. A jak to ocenić? Wsłuchując się w siebie, będąc świadomym. Zorientowanym skąd się biorą nasze uczucia, dlaczego postępujemy w ten sposób, co chcemy uzyskać takim zachowaniem, słowem. Im bardziej jesteśmy świadomi, tym bardziej wiemy, że to nasze. Że to moje poczucie niższości, a nie jej poniżanie mojej osoby. Że to moja niezaspokojona potrzeba uwagi, a nie jego lekceważenie. Że to mój lęk przed odrzuceniem, a nie chęć porzucenia mnie.

Być świadomym siebie to wyzwanie, wymagające wysiłku i zaangażowania. Jak nauczyć się rozróżniać, które emocje należą do „tu i teraz”, a które są jedynie odgłosami z przeszłości? Z pomocą przychodzi samoobserwacja, ćwiczenia Mindfullness, przyzwolenie sobie na  zatrzymanie i przyjrzenie się temu, co ważne, co dzieje się ze mną i we mnie teraz. Pomocna jest również psychoterapia, treningi interpersonalne, inwestycja w rozwój osobisty.

Powracając do naszych chudych lat i konfliktów, kiedy rany mają tendencję do otwierania się, dobrze jest pamiętać, że słowa mają moc. Kiedy mówisz – zasiewasz, a czasem rzucone ziarno należy do chwastów. Wtedy szybko może okazać się, że piękny ogród zamienia się w gąszcz nieuzasadnionych pretensji. Więc kiedy w chude dni powiesz komuś „nie kocham” , to nawet jeśli w dni tłuste tysiąc razy powiesz, że kochasz, to tamto jedno nasiono zostało już rzucone w glebę. Bądź uważny, bądź świadomy. Parę chwastów zakłóca piękno Twojego ogrodu, nie pozwól więc, by rosły. Praca w ogrodzie wymaga wysiłku, nakładu czasu i energii oraz wiary, że jest w tym sens.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *